środa, 23 października 2013


Słodkie tortury...

Widok zardzewiałych obcęgów, śrubokrętów czy nożyc znikających w ustach dzieci może przyprawić na pierwszy rzut oka o gęsią skórkę. Wystarczy jednak pójść w ich ślady, aby przekonać się, że to czysta rozkosz, bo wszystkie te z pozoru żeliwne lub drewniane narzędzia są zrobione z rozpływającej się w ustach ... czekolady.

Niech Was oczy nie mylą, to nie kuźnia, a najlepsza czekolada pod słońcem.

Do Caffe Slitti rodzinnej firmy znajdującej się w Monsummano Terme, małej miejscowości w samym sercu Toskanii zawieźli mnie przyjaciele z Pistoi.


- Takiej czekolady nie zjesz nigdzie na świecie - przekonywał Bonaldo Agresti, szef Slow Food w Pistoi.

Firmę założył w 1969 roku Luciano Slitti, któremu przestało smakować podawane we własnej kawiarni espresso. A że dla prawdziwych Toskańczyków espresso i cappuccino to sprawa śmiertelnie poważna - do tego stopnia, że gdy zabrakło kawy podczas wojny parzyli cykorię jako jej namiastkę - Luciano postanowił osobiście sprowadzać ziarna z Ameryki Południowej. Szybko okazało się, że rynek kawy jest blisko rynku kakao i stąd narodziła się pasja jego starszego syna Andrei. Młodszy, Daniele pozostał do wierny kawie.
Dziś obydwaj podróżują po świecie: Daniele w poszukiwaniu najdoskonalszej kawy, Andrea - idealnego kakao. Wspólny efekt tych wysiłków można sprawdzić zamawiając w kawiarni Slitti "caffe con cioccolato", czyli espresso z czekoladą, i zapewniam - już tylko z tego powodu warto tu przyjechać. A to przecież tylko "przystawka", my przyjechaliśmy tu przecież dla czekolady. Po chwili oczekiwania, pojawia się elegancki mężczyzna w białym, krótkim fartuchu. To właśnie Andrea, jak na przedsiębiorcę przystało jest świetnie zorganizowany, poważny i bardzo skrupulatny. Ale tak naprawdę o jego sukcesie zadecydowała pasja. Widać ją w jego oczach: zaczynają błyszczeć gdy przechodzimy do tematu, który nas tu zwabił..

- Czekolada zawsze mnie fascynowała - mówi Andrea. - Jest jak dar niebios, zniewala smakiem, ale też wyglądem, zapachem, pozwalała rozwijać fantazje, artystyczne zdolności.

Kluczem do sukcesu jest kakao. Andrea sprowadza je głównie z Ekwadoru i Peru, ale najbardziej smakuje mu to z Wenezueli. Chwali się, że stworzył specjalną technologie w swoim laboratorium aby wydobyć właściwy smak i aromat. Na czym ta technologia polega powiedzieć już nie chce. Zmienia temat na wanilię, którą dodaje do swoich słodyczy.  - Jest również naturalna - zapewnia. - W moich produktach nie znajdziesz lecytyny sojowej, którą większość firm używa aby zmniejszyć porcję drogiego masła kakaowego. Bo co to za czekolada z lecytyną?

Osobiście Andrea uwielbia czekoladę mleczną i jest bardzo dumny ze swojej linii - moim zdaniem absolutnie genialnej - "Latte nero". Wszystkie czekolady z tej serii mają sporą zawartość, jak na taki produkt, najwyższej jakości kakao: od 45 aż do 70 proc. Najbardziej smakowała mi ta 51 proc., delikatna ale jednocześnie aromatyczna i z charakterem, zupełnie inna niż mdłe,  przesłodzone tabliczki sprzedawane w wielkich sieciach handlowych. Nic dziwnego, że za tą właśnie linię "latte nero" od 1992 roku Andrea dostaje niemal co roku prestiżową nagrodę Golden Bar ("Tavoletta d’Oro) przyznawaną na  Salon du Chocolat.  To największa i najbardziej prestiżowa impreza czekoladowa na świecie, która co roku odbywa się w innym mieście od Paryża przez Nowy York, Moskwę, po Tokio i Shanghai. Na ostatnim Salon du Chocolat, który odbył się w Bologni w lutym 2011 roku firma Slitti otrzymała "Golden bar" w trzech kategoriach na 11: latte nero - została uznana najlepszą czekoladą mleczną z dużą ilością kakao, "GranCacao" 73 proc. - za najlepszą czekolada gorzką i "Gianera" - za najlepszy krem do smarowania (z gorzkiej czekolady i orzechów laskowych).

Naturalnie w produkcji czekolady poza smakiem duże znaczenie ma także wygląd. Andrea, projektuje każdy szczegół swoich czekoladowych przysmaków. Fantastyczna seria czekoladowych narzędzi przypominających do złudzenia pokryte rdzą ostrza pił, nożyce, podkowy, czy klucze podoba mi się chyba najbardziej. A są przecież jeszcze czekoladowe makarony, serca, jajka wielkanocne, kaczuszki, zające - niezliczona ilość form i smaków.  Wszystko w wyszukanych opakowaniach, którymi zajmują się Lara i Palmira -  żony braci. Bo w laboratorium czekolady Slitti pracuje 35 osób, i co ciekawe - poza braćmi - są to same kobiety. Andrea uważa, że kobiety są bardziej skrupulatne, wrażliwe, pedantyczne,
bardziej przywiązują się do firmy, którą traktują jak rodzinę i nie zostawią jej dla innej oferty.
Wszystkie produkty są wykonywane ręcznie, a zamówienia rosną. Czekolady Slitii można kupić już w USA, Kanadzie i Europie. Andrea zapewnia, że wielkość produkcji nie wpływa w żadnej mierze na jakość produktów, o czym świadczą zdobywane co roku nagrody.
- Udało nam się stworzyć kilka naprawdę znakomitych produktów i nie zamierzam tego odpuścić - mówi i zaprasza mnie na caffe. 
Ku mojemu zdumieniu łyżeczka rozpuszcza się w kawie - jak mogłam nie wpaść na to ze też jest z czekolady.
- To nasz sztandarowy pomysł - mówi Andrea. - Dzięki temu masz od razu caffe con cioccolato.

.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

01 09 10