czwartek, 5 grudnia 2013

Jesienny brunch po polsku i australijsku



Czyli jajka poszetowe na jaglance w sosie pomidorowo - paprykowym z pastą z marchewki.


Słowo brunch, czyli śniadanie (breakfast) i lunch w jednym, nasuwa mi nieodparcie wspomnienie  niedzielnych, słonecznych i leniwych popołudniowych spotkań w knajpach Surry Hills, kultowej dzielnicy Sydney.





Sydney, Surry Hills

Sydney, Surry Hills

Nasz piękny wynajmowany domek 

Na Bourke Street, wśród szeregu jasnych domków z małymi ogródkami i tropikalną roślinnością, ciepłe światło przemykało przez liście wielkich platanów,  pachniało wszędzie świeżą kawą, słodkimi wypiekami i jesienią.

Już od 7 rano tuż przed naszym domem, dokładnie na rogu, przed małą niepozorną piekarnią  Bourke Street Bakery, formowała się długa kolejka.  Znajdowało się tam kilka stolików, na które regularnie odbywaliśmy polowania. Gdy wszystko poszło zgodnie z planem zamawialiśmy obowiązkowo kawę  (Flat white ) i  domowe wypieki:  Quiche, z serem Gruyer oraz porem lub australijskie Sausage Roll, czyli kiełbaskę zawiniętą w chrupiące ciasto lub pyszną kanapkę z kurczakiem i majonezem z trawą cytrynową. Potem przychodził czas na wymianę grzeczności z sąsiadami, pogaduchy ze znajomymi, którzy beztrosko spacerowali przez Devonshire Street i wreszcie nastawała pora na drugą kawę i coś słodkiego. Ach, co bym teraz dała za kawałek tego tortu czekoladowego, albo tartaletkę z rabarbarem i figami, czy ciasto z malinami i gruszką…  W każdym razie zawsze wychodziliśmy ze świeżym chlebem z figami i żurawiną pod pachą, chociaż najbardziej lubiłam bagietkę z orzechami, która pojawiała się tylko w piątki.

Zdjęcie Z Bourke Street Bakery
Wiem że brunch to najczęściej bufet pełen jedzenia, którego czasem restauracja pozbywa się po tygodniu, ale dla mnie to były późne, pogodne śniadania, takie jak te w Bills na Crown St., gdzie zamawialiśmy słone placuszki z kukurydzy z pomidorami ( sweet corn fritters) i słodkie - z ricotty z truskawkami, popijane, wstyd przyznać podwójną krwawą Mary z selerem … do wersji  z rozmarynem również dochodziliśmy, w Barze Norfolk.

Zdjęcie z australijskiego Heralda,  p. Pickles
Tak wygląda włoska Bloody Marry, którą popijaliśmy w barze Norfolk



W lokalach w południe szukałam jednak najczęściej poszetowych jajek, za którymi przepadam do dziś. Kiedyś zamówiłam kombinację jajek poszetowych na Tabbouleh z quinoi z pastą z awokado. Tak mi to utkwiło w pamięci, że dzisiaj pod polską jabłonką okrytą szronem robiłam swoją wersję brunchowych jajek z kaszą jaglaną, która odkwasza, czyści organizm i wzbogaca w minerały ( szczególnie krzem)  i witaminy (B). Podobnie jak quinoa jest bezglutenowa i zasługuje na to, żeby ją bardziej doceniać.
Wyszło zdrowo, smacznie i kolorowo.



Jajka poszetowe na jaglance w sosie pomidorowo - paprykowym i pastą z marchewki
Spróbujcie! Robi się bardzo szybko, jeżeli zsynchronizujecie czynności.
Żeby sobie ułatwić zadanie sos pomidorowo - paprykowy można zrobić dzień wcześniej (można go przechowywać w lodówce do 2 tygodni ).

Jajka poszetowe na jaglance w sosie pomidorowo - paprykowym i pastą z marchewki
2 pokaźne porcje

Składniki:

120 g kaszy jaglanki przelanej na sitku wrzątkiem
sos pomidorowo - paprykowy (przepis niżej)
4 jajka
2 łyżki octu winnego białego
2 duże garście posiekanej natki pietruszki
2 marchewki, obrane i przekrojone wzdłuż, a potem w poprzek na 6 części
gałązka tymianku 
łyżka masła
150 g groszku
oliwa
pieprz, sól
szczypiorek posiekany


Sos pomidorowo - paprykowy

Składniki:

3 pomidory obrane ze skórek z usuniętymi nasionami, pokrojone na ćwiartki  
2 papryki pokrojone na kawałki z usuniętym gniazdem nasiennym
1 ząbek czosnku przepołowiony 
oliwa
liść laurowy
oberwane listki z gałązki tymianku
szczypta soli, pieprzu

Wykonanie:

Jaglankę gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu (o 5 min krócej ).

W rondelku rozgrzewamy mocno 4 łyżki oliwy.
Wrzucamy pomidory i paprykę.
Mieszamy.
Zmniejszamy ogień.
Dodajemy czosnek i przyprawy i zostawiamy pod przykryciem na 15 min, powinien zrobić się sos.

Wstawiamy wodę w rondelku, gdy się zagotuje wrzucamy pokrojoną marchewkę, po 3 min dodajemy  groszek mrożony i zostawiamy na kolejnych ok 12 min.

Gotujemy wodę w dużym garnku na jajka poszetowe. 

Z sosu wyjmujemy liść laurowy, dodajemy jaglankę, dosypujemy ¾ natki, mieszamy i zostawiamy na malutkim ogniu.

Do gotującej się wody dodajemy 2 łyżki octu, zmniejszamy ogień na średni, żeby woda nie bulgotała.
Jajka po kolei wbijamy delikatnie do małej miseczki albo szklaneczki i przelewamy do garnka.
Mieszamy delikatnie drewnianą łyżką, żeby nie przywarły do dna, robiąc wir wodny, zostawiamy na 4 min.

Odcedzamy marchewkę i groszek, oddzielamy marchewkę, blendujemy z dodatkiem masła, listków z gałązki tymianku, szczypty soli i pieprzu. 

Na talerzu układamy jaglankę obok plamę kremu z marchwi i groszek. 

Gotowe jajka wyjmujemy delikatnie łyżką cedzakową, żeby obleciała woda ( przed podaniem można zanurzyć we wcześniej przygotowanej miseczce z zimną wodą, ale nie jest to konieczne)
i wkładamy delikatnie na jaglankę! Posypujemy jeszcze szczypiorkiem, pieprzem i papryką w proszku.



Ps. Przepis na Bloody Marry: Bloody Mary vel Krwawa Maria

2 komentarze:

  1. wyglada niezle, zrobie:-)
    dzieki

    OdpowiedzUsuń
  2. Smakuje też nieźle:) proszę napisać jak wyszło:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

01 09 10