piątek, 4 kwietnia 2014

Domowy baton energetyczny


Domowy baton energetyczny
Dzisiaj wiosennie słów kilka o bieganiu.
Nie dlatego, że to dziś bardzo modne, że znani dziennikarze, artyści wszelkiej maści i aktorzy od Piotra Adamczyka po mojego ulubionego Jacka Federowicza - którego grafika ze stanu wojennego przedstawiająca żołdaka z kałachem na kolumnie Zygmunta i napisem Visitez Varsovie wciąż zdobi naszą bibliotekę – nie dlatego nawet, że Tusk, Sarkozy i Obama, ale że to zdrowe i że warto.
I że można… nawet gdy: 
Nigdy nie lubiłam biegać.

Zawsze łapały mnie kujące kolki.
Nie mogłam uregulować oddechu, dusząc się i sapiąc
Wszystko mnie bezlitośnie bolało.
Pierwszym moim zadaniem było przebiegnięcie bez zatrzymania 1,5 km...
Koszmar! niekończące się kolki i ten głos w mojej głowie, który mówił, że nie dam rady i w ogóle to zaraz padnę na twarz i umrę (no chyba że wcześniej się uduszę). Wiem to trudne, ale nie słuchajcie tego głosu! To po prostu nie przyzwyczajony do takiego wysiłku organizm, asekuracyjnie daje Wam znać, że coś jest nie tak. A jest nie tak i inaczej, bo oto pokonujecie bariery i własne ograniczania i z dnia na dzień stajecie się coraz silniejsi. W pierwszym etapie pomogły mi dobre buty, skarpetki, muzyka, motywacyjne cytaty z internetu i mój chłopak, który dla odmiany, biegnąc obok mnie mówił mi że dam radę, że jeszcze trochę, i że wcale nie umrę, choć muszę się przyznać że do końca mu nie wierzyłam, i nadal nie jestem pewna jaki miał naprawdę plan…

Potem było już coraz lepiej. Po kilku biegach (chociaż wydawało się, że po kilkuset) kolki się uspokoiły, oddech w miarę wyrównał, i nawet głowa się przyzwyczaiła. Dziś czasami nawet sprawia mi to przyjemność, dotleniam się, uspokajam. Wierzę, że każdy jest w stanie przez to przejść, a nawet powinien. Dla zdrowia fizycznego i psychicznego… Uwierzmy w siebie! 
Bo jak to mówią No Pain, No Gain (Bez bólu nie ma zwycięstwa)
Nawet jeśli zwycięstwo to dla was 1,5 km.


NYT, Robert Mankoff


a z czasem 10km;)

Nie traćcie więc czasu, pogoda już dobra i wiem, że czasami warto zrzucić zbędne kilogramy przed sezonem bikini, więc po co się głodzić??  Biegajmy moi drodzy, biegajmy,  a jeśli ktoś nie ma z kim, zapraszamy do night runners którzy cyklicznie spotykają się w wielu miastach i wspólnie zmagają się z kilometrami. 


Głos w twojej głowie który powtarza że nie dasz rady jest KŁAMCĄ!
Dla biegaczy, dzisiaj idealny baton energetyczny na doładowanie! Robię ich kilka rodzai, ten jest  banalnie prosty i zdecydowanie lepszy niż batony kupne z dodatkiem konserwantów, stabilizatorów i tłuszczy trans. 

Domowy baton energetyczny z orzechami 
Domowy baton energetyczny 
Przepis Runner's World

Składniki:

2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka wiórek kokosowych (najlepiej niesłodzonych, bez dodatku dwutlenku siarki)
1/2 szklanki całych ekologicznych migdałów
1/2 szklanki orzeszków nerkowca ( u mnie pekan)
1/2 szklanki sezamu
1/2 szklanki ziarenek słonecznika (najlepiej polskich)
1/2 szklanki suszonych eko - daktyli ( u mnie figi) posiekanych
1 i 1/2 szklanki masła orzechowego (i tu wybierzmy takie gdzie jest minimum 97% orzechów bez chemicznych dodatków albo zróbmy sami)
1 szklanka miodu
łyżka ekstraktu waniliowego eko

Prostokątną formę wykładamy papierem do pieczenia i smarujemy masłem*.
Nastawiamy piekarnik do 180C.

Wszystkie sypkie składniki wrzucamy do miski.
W rondelku rozgrzewamy masło orzechowe, jeżeli będzie bardzo stałe dodajemy pół szklanki wody, zestawiamy z ognia, dodajemy miód i esencję waniliową, mieszamy aż się składniki połączą. Dodajemy płynne składniki do sypkich, mieszamy i rozkładamy równo w formie.
Pieczemy 15 min, zostawiamy do całkowitego ostudzenia.

* Ja przekładam masę na blaszce ( zamiast formy ) wyłożonej papierem, batony wychodzą cieńsze i bardziej łamliwe, mi bardziej smakują;)

Ps. Można dodać do kotajlu owocowego! Można też polać rozpuszczoną czekoladą!


BIEGNIJ PÓKI MOŻESZ

2 komentarze:

01 09 10