poniedziałek, 4 listopada 2013

Halloween w Honolulu


Dzisiaj będzie wspomnienie...

W dodatku wesołe, pewnej upalnej acz listopadowej nocy. Ściślej - to wspomnienie ulicy z płonącymi pochodniami i tłumem śpiewających Tarzanów, diabelskich pielęgniarek, robotów, piratów, Batmanów, wampirów, gladiatorów i innych bliżej nie określonych osobników… Chciało się żyć.
Ciężko nie poddać się zbiorowej euforii, gdy wokoło unosi się zapach hibiskusów i plumerii, gwiaździste niebo niczym neon oświetla kontury palm kokosowych, a zza rogu dochodzi kojący szum Pacyfiku.
Natura, życie, śmierć, wino, pieśni wszystko splatało się w jedno…
Kalakaua Ave, przy plaży Waikiki, zebrała wtedy chyba wszystkich mieszkańców wyspy Oahu i większość turystów. Coroczny „marsz” hallwoweenowy  na Hawajach, przy dźwięku ukulele i bębnów pahu, z Piña coladą w łapach/racicach lub dłoniach, mijając potwory, prowokatorów, twory genialnych pomysłów, wydawał się na wpół realny…Tamtej nocy mogłeś być kim chciałeś…


Wieczorem na ciemnym, mazowieckim cmentarzu, oświetlonym gwiazdami i setkami zniczy unosi się zapach chryzantem. Zachłystuję się chłodnym powietrzem, mijam zadumane twarze, ktoś szepcze, ktoś milczy, ktoś zapala papierosa. Bez uśmiechu, beznamiętnie, bez wyrazu, przeraźliwie smutno. A przecież wspólnie tu jesteśmy i wspólnie zmagamy się z tą najtrudniejszą z myśli. 

W płomyku zniczy widzę ogień pochodni i robi mi się cieplej…




Hawaje


Hawaje

Hawaii








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

01 09 10