Minął sierpień, minął wrzesień,
znów październik i ta jesień
rozpostarła melancholii mglisty woal
Nie żałuję letnich dzionków,
róż, poziomek i skowronków
Lecz jednego, jedynego jest mi żal
Addio pomidory
Addio ulubione
Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół
Nadchodzą znów wieczory sałatki niejedzonej
Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół...
znów październik i ta jesień
rozpostarła melancholii mglisty woal
Nie żałuję letnich dzionków,
róż, poziomek i skowronków
Lecz jednego, jedynego jest mi żal
Addio pomidory
Addio ulubione
Słoneczka zachodzące za mój zimowy stół
Nadchodzą znów wieczory sałatki niejedzonej
Tęsknoty dojmującej i łzy przełkniętej wpół...
Cóż, można
dodać, moi drodzy, do tej cudnej jak słoneczko piosenki nieocenionych Starszych
Panów? Otóż to że za pomidorami i „sałatką
niejedzoną” – żalu odczuwać nie musimy; przynajmniej dziś jeszcze (wciąż można
kupić świeże, polskie pomidory), a właściwie przez cały rok jak długi i szeroki






